Strona główna
Osama Bin Laden sojusznikiem USA

Osama Bin Laden sojusznikiem USA

11/03/2017

Jest późny wieczór, gdy George W. Bush odbiera telefon. - Chciałem panu tylko przekazać, że właśnie zabiliśmy Osamę bin Ladena - mówi głos w słuchawce, który należy do nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamy. - Nie czułem radości, słysząc tę wiadomość - przyznaje później Bush.

Wypowiedź ta nie dziwi wtajemniczonych. Prawdą jest, że eliminując Osamę bin Ladena, Stany Zjednoczone pozbyły się nie tylko wroga państwowego numer jeden, ale straciły także byłego sojusznika. W latach 80. ubiegłego wieku ojciec George’a Busha walczył, jako prezydent USA, ramię w ramię z bin Ladenem przeciwko Armii Radzieckiej, która okupowała w tamtym czasie Afganistan. Praktycznie do końca lat 90. klan Bushów utrzymywał bliskie kontakty gospodarcze z Saudi Binladin Group w Arabii Saudyjskiej, w której udziały miał Osama. Amerykanie zaczęli się od tej współpracy odżegnywać już w połowie lat 90., ale to, że niegdysiejszy przyjaciel Stanów Zjednoczonych zmienił się w ich zagorzałego wroga, stało się jasne dopiero w 1998 roku, kiedy to Bin Laden ogłosił światowy dżihad przeciwko obywatelom Stanów Zjednoczonych i polecił wysadzić w powietrze dwie ambasady USA w Afryce. To, co wtedy nastąpiło, jest nad wyraz dziwne: należałoby sądzić, że bin Laden oddali się od swojego byłego sojusznika, prezydenta Stanów Zjednoczonych, o całe lata świetlne.

Stało się jednak coś zupełnie przeciwnego: ich losy splotły się wówczas ciaśniej niż kiedykolwiek przedtem. Zdarza się bowiem, że wrogowie stają się sobie dużo bliżsi i potrzebniejsi niż przyjaciele. Przez długi czas rząd Stanów Zjednoczonych nie potrafił właściwie ocenić ataku na Nowy Jork i Waszyngton z 11 września 2001 roku. Jaki właściwie cel miał bin Laden? Rząd Stanów Zjednoczonych doszedł do wniosku, że chodziło mu o terrorystyczną wojnę podjazdową z USA na światową skalę. Dziś, dziesięć lat później, jest oczywiste, że CIA przeceniła zasięg i siłę organizacji bin Ladena. Działania armii Stanów Zjednoczonych po wkroczeniu do Afganistanu przypominały raczej zabawę w policjantów i złodziei z czołowym terrorystą świata i jego wspólnikami niż wojnę z terroryzmem. Niestety zabawa ta spowodowała śmierć tysięcy niewinnych osób.

Co jednak, jeżeli rzeczywiście taka była strategia bin Ladena? Jeżeli chodziło mu o to, żeby na dekadę zasiać w sercach Amerykanów strach przed terrorem, skłonić Stany Zjednoczone do wydania bilionów dolarów na wojnę, a przez to osłabić amerykańską gospodarkę i zmusić rząd do ograniczenia demokratycznych swobód przez tzw. ustawy antyterrorystyczne? Oznaczałoby to, że terrorysta Osama bin Laden osiągnął wszystkie swoje cele. Faktem jest, że mając do dyspozycji kilka tysięcy uzbrojonych bojowników, zadał swojemu byłemu sojusznikowi najdotkliwszy cios od czasów wojny w Wietnamie - nawet jeżeli wczesnym rankiem 2 maja 2011 roku musiał go przypłacić życiem w swojej kryjówce w Pakistanie.