Strona główna
Na czym polega praca snajpera? cz.3

Na czym polega praca snajpera? cz.3

14/06/2017

GDY ZACZYNA SIĘ PODRÓŻ POCISKU...

lan Scrace pracował wcześniej przy projektowaniu luksusowych samochodów Rolls-Royce’a. Dzisiaj jest głównym inżynierem w Accuracy International, odpowiedzialnym za produkcję jednego z nielicznych karabinów, który został stworzony od podstaw specjalnie dla snajperów. Jego badania skupiają się przede wszystkim na „harmonii wibracji”. Chodzi o tysięczne części sekundy w chwili, kiedy iglica uderza w spłonkę znajdującą się na dnie łuski naboju .338 Lapua Magnum i ładunek miotający kieruje pocisk przez lufę w stronę celu. Wtedy ogromne siły wprawiają w wibrację materiały, z których wykonany jest karabin. To właśnie te niedostrzegalne ruchy stanowią problem, ponieważ drgnięcie nawet o setne części milimetra może na dystansie dwóch kilometrów decydować o trafieniu bądź pudle. Dlatego też każdy prototyp sporządzany jest wirtualnie w trzech wymiarach przez bardzo wydajne komputery, żeby dokładnie obliczyć, jak współpracują ze sobą poszczególne części karabinu.

Szwajcarska precyzja przy produkcji

Al robi wszystko, aby podróż kuli w lufie odbywała się tak precyzyjnie, jak to tylko możliwe. Według ekspertów w dziedzinie balistyki zajmujących się szkoleniem snajperów, Johna D. Taylora oraz Deana Michaelisa, .338 Lapua Magnum są najlepszymi nabojami na świecie. Gigantyczny ładunek miotający przyśpiesza pocisk o wadze 16 gramów do prędkości 936 metrów na sekundę u wylotu lufy. Ten uderza w cel - na 2,5 sekundy przed tym, zanim będzie słyszalny - z energią 6782 dżuli. To prawie dwa razy tyle, ile przy zwykłym pocisku wystrzelonym z karabinu maszynowego. Nawet przy strzałach, które nie są śmiertelne, siła uderzenia jest porażająca. Trafienie w ramię oznacza często jego urwanie. Z dużych odległości celuje się jednak z reguły w środek ciała, żeby zagwarantować maksymalną pewność trafienia.

Skuteczność w boju

- Pierwsza kula trafiła Strzelca przy karabinie maszynowym prosto w brzuch - opowiada kapral Harrison. - Drugi z ta-libów chciał od razu złapać za erkaem. Dostał w bok i również padł. Nabój numer trzy niszczy karabin maszynowy. To koniec operacji. Później żołnierz dowiaduje się, że strzały z Musa Qala to trafienia z największej udokumentowanej odległości - 2475 metrów - dokładnie zmierzonej za pomocą urządzeń GPS. - Otworzyli ogień w kierunku dowódcy. Odgryzłem się. Chyba im się to nie spodobało - mówi Harrison. Polowanie na afgańskich bojowników trwa nadal.