Strona główna
Jak działa układ odpornościowy?

Jak działa układ odpornościowy?

03/03/2017

Ale czym w ogóle jest układ odpornościowy?

Tak naprawdę to funkcja organizmu, a nie system narządów znajdujący się w jakimś konkretnym miejscu. Wątroba, płuca, serce-to namacalne organy. Określenie „układ immunologiczny” oznacza dla specjalistów w zakresie medycyny węzły chłonne, szpik kostny oraz rozmaite narządy, takie jak śledziona czy jelito. Wszystko to miejsca, gdzie układ odpornościowy ma swoje oddziały, które nieustannie komunikują się ze sobą - podobnie jak służby bezpieczeństwa na lotnisku przekazujące sobie przez radio aktualne informacje. Na przykład: „W oskrzelach doszło do drobnego incydentu, ale już opanowaliśmy sytuację i znów można oddychać bez przeszkód”.

Ciało ludzkie to, podobnie jak duży port lotniczy, punkt spotkań i stacja pośrednia dla wszelkiego rodzaju indywiduów, które nie zawsze mają dobre zamiary. Miliony komórek obronnych poruszają się tam niczym cienie, wędrują przez żyły i organy jak przez korytarze i hale. W sytuacji kryzysowej rolę służby wspomagającej akcję oddziałów komórek odpornościowych spełnia tak zwana ludzka flora: bakterie, których środowiskiem życiowym jest przede wszystkim jelito, ściśle współpracujące z układem immunologicznym. Wielu ekspertów nazywa wręcz te organizmy naszym drugim układem odpornościowym. Zadaniem jednych i drugich jest wykryć i wyeliminować potencjalnych terrorystów już przy wejściu, zanim opanują - jak samolot - ważny i wrażliwy organ, stwarzając zagrożenie dla zdrowia. Nasze służby bezpieczeństwa wewnętrznego wykorzystują do poruszania się w ciele układ limfatyczny, który niczym tajne korytarze rozciąga się w ciele równolegle do układu krążenia. Sprawne funkcjonowanie transportu umożliwiają tzw. serca limfatyczne. Niczym centrale sterujące przepompowują one ciecz (limfę) i przenoszą komórki obronne tam, gdzie są one potrzebne. Dyżurkami komórek odpornościowych są węzły limfatyczne (chłonne), znajdujące się między innymi na szyi oraz pod pachami. To dzięki nim gronkowće, rinowirusy i inni intruzi natychmiast po wniknięciu do wnętrza ciała natrafiają na pierwszą przeszkodę, jaką są makrofagi. Te komórki obronne jak rasowi policjanci śledzą potencjalnych terrorystów i w razie potrzeby natychmiast podnoszą alarm.

Wtedy do akcji wkraczają „naturalni zabójcy” (ang. „natural killers”, NK), rodzaj białych krwinek wyspecjalizowanych w zwalczaniu tego typu przeciwników. Natychmiast neutralizują intruzów za pomocą agresywnych substancji i próbują - jeśli to możliwe - ich pożreć, a najlepiej też od razu strawić. Podczas tej zmasowanej akcji mózg ogłasza czerwony alarm: wyzwala różne reakcje zapalne, aby cały organizm dowiedział się o ataku wroga. Jeśli działania obronne się powiodą, niedługo później mózg redukuje produkcję substancji alarmowych do normalnego poziomu. Wszystko w porządku: pasażerowie, czyli komórki ciała, zostają uspokojeni, a życie zaczyna znów toczyć się zwykłym trybem.

Jeśli jednak obrona się nie powiedzie, oznacza to początek problemów. W takiej sytuacji bowiem intruzi zaczynają bez żadnej kontroli mnożyć się w naszym ciele i mogą znaleźć sobie kryjówki praktycznie wszędzie. Wtedy pomóc może tylko ta jednostka specjalna, która dla zdrowia ciała gotowa jest poświęcić samą siebie: komórki B i T, nazywane także limfocytami.

Komórki T rozpoznają za pomocą receptora o nazwie CD8 powierzchnię zainfekowanych komórek i zmuszają je do samobójstwa. Jak w filmie sensacyjnym: policjant demaskuje terrorystę tuż przed jego wejściem na pokład samolotu, co powoduje, że w akcie rozpaczy złoczyńca strzela sam do siebie. Limfocyty koordynują ten proces samozniszczenia poprzez wezwanie dodatkowych komórek żernych (fagocytów) i zorganizowanie czujnych zwiadowców, komórek dendrytycznych, które natychmiast rozpoznają wroga.

Współczesna medycyna przywiązuje do mechanizmów obronnych organizmu coraz większą wagę - za badania nad nimi przyznano tegoroczną Nagrodę Nobla. Wielu lekarzy nie dowierza jednak naszemu własnemu potencjałowi zwalczania infekcji. Częste przepisywanie przez nich antybiotyków odpowiada sytuacji, w której nowo zwerbowane oddziały żołnierzy strzelają na ślepo wokół siebie. Wprawdzie zabiją w ten sposób kilku terrorystów (tutaj: bakterii chorobotwórczych), ale zginie przy tym wielu niewinnych pasażerów, czyli bakterii pomocniczych bytujących w jelicie.

Fałszywe wyobrażenia dotyczące układu immunologicznego naukowcy demaskują stopniowo dopiero obecnie. Zapalne schorzenie jelit, tzw. choroba Leśniowskiego-Crohna, według najnowszych badań Instytutu Farmakologii Klinicznej w Stuttgarcie okazało się nie - jak przez lata sądzono - chorobą autoimmunologiczną, a więc skutkiem nadreaktywności układu odpornościowego, lecz przeciwnie - wynikiem osłabienia obrony jelitowej.

Jak to działa w praktyce - w naprawdę poważnym przypadku? Na przykład gdy ktoś usłyszy „Jest pan ciężko chory”? To zdanie dla wielu brzmi jak wyrok. To, czy pacjent ma jeszcze szansę, czy jest skazany na I śmierć, zależy jednak nie tylko od danej przypadłości. I Chory może sam co najmniej poprawić rokowania. Statystyki dowodzą wprawdzie, że w przypadku osoby I z nowotworem prawdopodobieństwo śmierci w ciągu I najbliższych miesięcy lub lat jest wyższe niż u ludzi I zdrowych, ale są przecież tacy, którzy żyją długo z rakiem. I to mimo że mieli ten sam rodzaj choroby, zostali poddani tej samej terapii i przyjmowali te same leki co ci, którzy nie przeżyli.

Amerykański lekarz Bernie Siegel opisuje tych „niezwykłych pacjentów” następująco: - Nie zgadzają się na przegraną. Biorą życie w swoje ręce, nie czekają na to, co wymyślą lekarze. Tacy ludzie nie pozwalają, aby choroba nimi zawładnęła. Przeciwnie: to oni próbują przejąć nad nią kontrolę. Chory musi z całych sił wierzyć w swoje wyzdrowienie. Wtedy mózg wyprodukuje określone substancje, które rozpoczną proces walki | z chorobą. Wykazał to onkolog B.J. Kennedy z Uniwersytetu w Minnesocie na przykładzie pacjentów, którzy I byli w zaawansowanym stadium raka, ale udało im się I go przezwyciężyć. Wspólną cechą wszystkich tych ludzi było to, że od samego początku sprzeciwiali się wyrokowi śmierci i byli pewni, że uda im się pokonać I chorobę.

To, jakie procesy komórkowe ostatecznie wstrzymują I rozwój nowotworu, jest wciąż przedmiotem intensywnych badań przeprowadzanych w najważniejszych laboratoriach świata. Ale jak mówi Ted Kaptchuk z Harvard I Medical School w Bostonie: - Nasza wola, siła wyobraźni i zaufanie mogą całkowicie zmienić przebieg choroby. Obejmuje to między innymi zachęcanie swoich leków (lub środków placebo) do działania, tak jak robi to Dan Moerman, by w ten sposób uczynić z nich aktywnych pomocników swojego układu odpornościowego.