Strona główna
Czy można mieć w głowie mapę całego archipelagu?

Czy można mieć w głowie mapę całego archipelagu?

28/04/2017

Prawdopodobieństwo wynosi 1 do 3 300 000: ten, kto na południowym Pacyfiku chce odnaleźć Wyspę Wielkanocną, płynąc drewnianą łodzią bez kompasu czy nawigacji satelitarnej, potrzebuje przede wszystkim niewyobrażalnego szczęścia. Jako że większość wysp znajduje się za horyzontem, odkrywcom pozostawał jedynie wąski korytarz, który mógł ich doprowadzić do oddalonego o setki kilometrów lądu. Polinezyjskim nawigatorom udawało się to jednak regularnie. Jak to możliwe? Doświadczeni żeglarze potrafili rozpoznać, że zbliżają się do atolu na podstawie zmieniającego się układu prądów morskich oraz kołysania fal - i to z odległości aż 60 kilometrów. Dzięki temu „czuli” cel podróży, zanim ten pojawił się na horyzoncie.

Nie wyjaśnia to jednak, jak Polinezyjczykom udało się na niepozornych dłubankach opanować obszar większy od Ameryki Północnej. Do tego potrzeba było więcej. Rzeczywiście, Polinezyjczycy mieli w głowie mapę gwiazd, która służyła im za swoisty atlas oceanu. Co prawda nocne niebo zmienia się każdego dnia z powodu rotacji Ziemi, ale doświadczeni nawigatorzy pamiętali trasy wędrówek ponad 200 gwiazd. Potwierdza to model naukowy: przedostatni etap podróży na Wyspę Wielkanocną prowadził Polinezyjczyków najpierw na południe. Im dalej żeglowali, tym wyżej gwiazda Atria poruszała się po swojej orbicie. Nawigatorzy wiedzieli, że gdy najniższy punkt orbity znajdzie się sześć stopni nad horyzontem, będą musieli zmienić kurs i skierować się na wschód. Gdyby popłynęli choć o jedną dziesiątą stopnia za daleko, minęliby się z wyspą o setki kilometrów i skonaliby z pragnienia pośrodku oceanu.