Strona główna
Czy Kenedy i Chruszczow ocalili świat przed wojną atomową?

Czy Kenedy i Chruszczow ocalili świat przed wojną atomową?

13/03/2017

Czerwony pies grzebie na podwórku Stanów Zjednoczonych i musi zostać za to ukarany”. Co do tego zgadzają się generałowie w otoczeniu młodego i dlatego, jak sądzą, podatnego na wpływy prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego. Wielokrotnie i coraz bardziej stanowczo naciskają na niego, żeby wydał rozkaz do ataku na Związek Radziecki. Skutek byłby oczywisty: wojna atomowa. Jaka jest przyczyna ich determinacji?

W październiku 1962 roku ZSRR rozmieszcza potajemnie na Kubie dziesiątki głowic nuklearnych i rakiet średniego zasięgu, a wszystko to w odległości zaledwie 150 kilometrów od Florydy. Kreml może teraz wziąć na celownik prawie każde duże miasto na terenie USA i je zniszczyć. Amerykanie reagują. Prezydent nakazuje postawić w stan gotowości nuklearne siły zbrojne Stanów Zjednoczonych. Kiedy Kennedy kłóci się ze swoim generałami, czy należy przeprowadzić atak lotniczy na Kubę, Nikita Chruszczów, pod presją swojego sztabu generalnego, ogłasza w imieniu Związku Radzieckiego stan alarmowy dla całego Układu Warszawskiego. Głowice nuklearne mają zostać aktywowane i czekać na rozkaz do ataku. Ich cel: Stany Zjednoczone.

18 października 1962 roku, piątego dnia kryzysu kubańskiego, ludzkość znajduje się tak blisko wybuchu wojny atomowej, jak nigdy wcześniej ani później. Sztaby generalne i zwolennicy konfrontacji w rządach obu supermocarstw są zdecydowani zaatakować wroga, zanim on to zrobi. Rozkaz ataku jednak nie pada. Brzemię olbrzymiej odpowiedzialności jednoczy w działaniu dwóch politycznych wrogów stojących na czele atomowych supermocarstw. Chruszczów i Kennedy postanawiają nawiązać bezpośrednie rozmowy. 25 października obaj politycy prezentują tajnymi kanałami swoje stanowiska. Chruszczów domaga się zapewnienia, że wojska USA nie wkroczą do „bratniej” Kuby. Kennedy obiecuje, że w przypadku wycofania radzieckich rakiet z wyspy usunie również amerykańskie rakiety typu Jupiter z Turcji. Obaj mężczyźni idą na kompromis - choć zostają przez to skrytykowani przez swoich doradców - i osiągają porozumienie, przez co udaje im się w ostatniej chwili zapobiec wybuchowi wojny atomowej. Wszystko dzięki temu, że zagorzale zwalczający się przeciwnicy, reprezentujący zupełnie odmienne systemy polityczne, darzyli się szacunkiem i potrafili sobie zaufać. - Gdyby w tym czasie chociaż po jednej ze stron barykady znajdował się ktoś inny, prawdopodobnie doszłoby do katastrofy - twierdzi historyk Bill Haggert.

A jaka jest groźba wybuchu nuklearnego konfliktu dziś? Nigdy wcześniej tak wiele krajów (9) nie dysponowało tak dużą liczbą głowic (ponad 25 tysięcy). - Ludzie sądzą, że po zakończeniu zimnej wojny ryzyko wybuchu wojny atomowej się zmniejszyło. Mylą się: ono się zwiększyło - wyjaśnia Haggert. - Większa liczba państw oznacza więcej koalicji i więcej ludzi, którzy mogą nacisnąć czerwony guzik. Innymi słowy, ryzyko, że nie wszystkie głowy państw postąpią tak, jak Kennedy i Chruszczów, wzrasta z każdą wyprodukowaną głowicą atomową i każdą zmianą rządu w posiadających je krajach.